Huncwot na gigancie, czyli blog o podróżach z psem

Karspitz i podwójne wyzwanie orientacyjne.

 

Drugi dzień pobytu w Alpach, za oknami piękne słońce i błękitne niebo. Pełnia szczęścia. Tylko co zrobić z taką pogodą, skoro wyjazd rezerwowaliśmy z 2 dniowym wyprzedzeniem i wylądowaliśmy w zupełnie nieznanej okolicy, bez żadnego rozeznania w szlakach?

Popadłam w lekki popłoch. Nagle okazało się, że mogę nie mieć konkretnych planów na każdy dzień urlopu, ale kilka wynotowanych tras z podstawowymi informacjami jednak się przydaje. Tym razem zdążyłam jedynie zapisać w telefonie może 7 linków do tras na outdooractive.com. Wszystko po niemiecku, a w dodatku żeby znaleźć komplet informacji potrzebowałam przewertować z 5 zakładek, co zajmowało masę czasu.

Podczas śniadania złapałam za broszurkę, którą gospodarze zostawili dla nas w pokoju. Była też bardziej dla mnie przyjazna wersja anglojęzyczna, więc z przyjemnością szperałam w tym mini-przewodniku. Na szybko wyszukałam 3 trasy, które wyglądały interesująco. Jedna odpadła od razu, bo akurat była środa, a wszystkie schroniska na szlaku były otwarte od czwartku do niedzieli. Zostały 2 wycieczki, obie startujące z tego samego punktu – górnej stacji kolejki Rosenalmbahn. No i super, bo wiedzieliśmy już przynajmniej dokąd mamy jechać, a to już coś!

START – BERGSTATION ROSENALMBAHN ZELL AM ZILLER

Z miejscowości Stumm, gdzie mieszkaliśmy, do miejsca startu jechaliśmy jakieś 20 minut. Przy kolejce jest spory, darmowy parking, ale z racji popularności tego miejsca, zwłaszcza w sezonie lepiej być tam wcześniej. Ucieszeni możliwością zostawienia auta za darmoszkę ruszyliśmy po bilety. Radość trwała jednak krótko, bo za przejazd w obie strony za 2 osoby dorosłe + psa skasowali nas 47 Euro (stan na 2020).

Górna stacja kolejki znajduje się na 1 774 m npm i jest kwintesencją infrastruktury turystycznej. Kiedyś widok wielkich placów zabaw, restauracji i sztucznych jeziorek na takiej wysokości przyprawiał mnie o mdłości. Dziś wiem, że góry to główna atrakcja turystyczna Austrii i każdy region musi zapewnić atrakcje wszystkim turystom, nie tylko piechurom. Nauczyłam się też nie zwracać uwagi na oblężenie w takich miejscach, bo tak jest tylko w knajpach i przy atrakcjach, a na szlakach puchy.

Rosenalm

Planowaliśmy fajną pętlę o nazwie Grosse Rundwanderung, przez szczyt Karspitz. Całość wycieczki to raptem 11 km, a przewidywany czas przejścia 4,5 godziny. Opis w broszurce wyglądał super przejrzyście, najpierw szlak numer 10, potem 11. Wszystko jasne. Tyle, że na górnej stacji nie było szlakowskazu z numerami, a na drewnianym słupie nikt nie wskazał kierunku na Kreuzjoch Alm, pierwszy charakterystyczny punkt na trasie. Na domiar złego informacja turystyczna była zamknięta na 4 spusty.

Genialnie…

Przez 15 minut latałam szukając kogoś zorientowanego w terenie, ale nikt akurat nie wybierał się tam, gdzie my. W końcu złapałam ruchome schody i podjechałam do obsługi kolejki. Na szczęście wiedzieli, że szlak na Karspitz prowadzi w lewo. Żeby wszystko było jasne – trzeba przejść pod mostkiem i iść dalej szutrem, aż pojawi się rozwidlenie.

Rozwidlenie bez drogi na Kreuzjoch Alm – idziemy w lewo!
Niezbyt malownicza fota – ale pod tym mostkiem prowadzi szlak.

ROZWIDLENIE SZLAKÓW – KREUZJOCH ALM (2 100 m)

Faktycznie po około 5 minutach marszu szutrem pojawiło się rozwidlenie szlaków. Z całej wycieczki w jakiej szliśmy wszyscy zgodnie odbili w lewo, w stronę sztucznego jeziorka Fichtensee. Zostaliśmy sami!

Tu wszyscy skręcili na Fichtensee, my wybieramy „10”.

Już myśleliśmy, że wszystko co złe za nami, że jak pojawiły się znaki na nasz szczyt, to będą też pojawiać się dalej. Wyluzowani wykąpaliśmy (a właściwie ubłagaliśmy Mauro, żeby schłodził się w strumyczku) i ruszyliśmy na zmianę wąską leśną ścieżką i szerszym szutrem. I maszerowaliśmy beztrosko chłonąć Alpejski krajobraz przez kolejne 15 minut.

Miał się schłodzić…

Jak łatwo się domyślić, na kolejnym rozwidleniu znaki na Karspitz urwały się. Na wyższy Kreuzjoch (2 558 m) zresztą też. Jedyna strzałka wskazywała Legal Alm, ale tego schroniska w naszej broszurce nie było. Booosko! Spytałam kilku osób, ale wiedzieli tyle samo co, ja. Jeden chłopak znalazł w nawigacji, że możemy iść w stronę Legal Alm, ale to znacznie wydłuży czas. Piotrek chciał tak zrobić „bo przecież nie na każdym rozwidleniu muszą być wszystkie punkty i nie panikuj”. A ja wolałam stracić kilka minut, ale mieć pewność, że gdzieś tego dnia dojdziemy. Zatrzymałam 2 samochody dojeżdżające do pobliskich zabudowań i tym samym upewniłam się 2 razy, że mamy skręcić w prawo, czyli dokładnie w przeciwną stronę niż na Legal Alm.

Newralgiczne rozwidlenie.
Tu zamiast w lewo na Legal Alm, skręciliśmy w prawo.

Droga przez chwilę prowadziła szutrem, na zakręcie odbiliśmy do góry i od razu wypatrzyliśmy ludzi idących przez łąkę. I faktycznie na kamieniu wyłoniła się Austriacka flaga. Tu trzeba być czujnym, my zobaczyliśmy znaki tylko dlatego, ze przez łąkę ktoś szedł.

Wciąż nie wiedząc co to za szlak, ruszyliśmy wąziutką ścieżynką stromo do góry. Po chwili marszu w miarę suchą stopą zaczęliśmy się zapadać po kostki w gnojówce. Niby standard w Alpach, a ja i tak założyłam turkusowe buty, choć w bagażniku czekała para w kolorze krowich placków, idealna na tę okazję…

Skręt w ścieżkę wygląda tak.
Nasz ledwie widoczny szlak.

Chwilę szliśmy zakosami, mijając jedynie słupki z flagą, bez podanego numeru szlaku. Na kolejnym kamieniu obok flagi pojawił się numer 10.

Cholera, dobrze czy niedobrze?

Wyciągnęłam broszurkę  i zgłupiałam już zupełnie. W pewnym momencie mieliśmy odbić z „10” i wejść na szlak numer „11”. W głowie kołatały myśli, czy idziemy dobrze, czy może wybraliśmy niechcący szlak na Kreuzjoch ze sporo większym przewyższeniem? No i jak to się w ogóle mogło stać w uporządkowanej Austriackiej rzeczywistości???

Cielaczek z pluszowymi uszami!

W końcu trochę nad nami po lewej stronie wyłoniło się schronisko, a obok charakterystyczne żółte szlakówki. Popędziłam na przełaj przez drut kolczasty, żeby zobaczyć gdzie zrobiliśmy błąd. Okazało się, że to było Kreuzjoch Alm, do którego według broszurki mieliśmy dojść. W lecie schronisko jest zamknięte, działa jedynie w sezonie narciarskim. Ale przynajmniej szlakowskaz pokazywał zarówno Kreuzjoch, jak i Karspitz, więc odetchnęłam z ulgą. Uspokojona podreptałam jakieś 500m do Piotrka, który akurat doszedł za szlakiem do szutrowej drogi.  Po tych wszystkich perturbacjach postanowiliśmy ukoić nerwy w cieniu.

Stąd ruszamy już na atak szczytowy.

KREUZJOCH ALM – KARSPITZ

Po przewie została nam ostatnia prosta. Trafiliśmy bez problemu, mieliśmy tylko jedno zawahanie. Zaraz za naszym miejscem odpoczynku gęsto usiane flagi wyznaczały wąską ścieżkę w górę. Ale znaleźliśmy numer 10 i domyśliliśmy się, że to jest rozwidlenie na Kreuzjoch. Poszliśmy prosto szerszą drogą i po chwili doszliśmy do wąskiej ścieżki prowadzącej na nasz szczyt.

Po prawej stronie w oddali Kreuzjoch Alm.

Po drodze minęliśmy rozwidlenie na Kreuzwiesenalmhütte, czyli szlak, którym mieliśmy schodzić, żeby domknąć pętlę. Wreszcie nie mieliśmy wątpliwości gdzie jesteśmy.

KARSPITZ (2 264 M) Z PSEM

Wierzchołek Karspitz jest niesamowicie malowniczy. I tak jak w drodze zastanawiałam się, czy nie lepiej byłoby spróbować wdrapać się na wyższy Kreuzjoch, tak na szczycie przeszło mi zupełnie. Nasz szczyt był rozległy i bezpieczny na dłuższy odpoczynek z psem. Nie musieliśmy mieć oczu dookoła głowy i pilnować Mauro, którego pasją jest oglądanie przepaści. No i nikt nie siedział nam na plecach, z kilkunastu osób przebywających na szczycie, każdy mógł cieszyć się sporą ilością przestrzeni dla siebie. I widokiem za milion dolców! Nam udało się idealnie, bo zwolniła się genialna miejscówka na ławeczce. Mauro ulokował się w cieniu i odpoczywał, a my podziwialiśmy widoki nie licząc godzin i lat.

Kreuzjoch 2 558 m.

Słońce cudownie grzało, wiał lekki wiaterek, więc zupełnie straciliśmy poczucie czasu. Zjedliśmy drugie śniadanie, pogadaliśmy, zrobiliśmy milion fotek i powoli zaczęliśmy zbierać się do dalszej drogi. Na szczycie znaleźliśmy strzałkę ze skrótem do Kreuzwiesenalmhütte. Piotrek poszedł sprawdzić, jak to wygląda, a ja przepakowywałam plecaki. No i znalazłam pół małej butelki wody. To było wszystko, co nam zostało. Mauro miał co prawda spory zapasik, ale kranówki w obcym kraju nie odważylibyśmy się napić. W końcu rzuciliśmy okiem na zegarki i stwierdziliśmy, że wrócimy tak jak szliśmy, jedynie spróbujemy zejść szutrem do Kreuzjochalm i zobaczyć jak tamtędy prowadził szlak.

No i się wkopaliśmy. Okazało się, że była to bardziej popularna opcja podejścia i w sumie co chwilę były tabliczki. Tylko co z tego, skoro szliśmy koszmarnie długo na maksa nudnym i upierdliwym szutrem? Gdybyśmy przy pamiętnym szlakowskazie skręcili w lewo na Legal Alm, na szczyt doszlibyśmy pewnie nieźle wkurzeni. Szutrowe drogi w górach to zdecydowanie nie nasz klimat. Schodziło się za to nieźle, bo w międzyczasie ustaliliśmy, że zaoszczędzony na domknięciu pętli czas wykorzystamy nad jeziorem, więc perspektywa nagrody robiła swoje.

PRAKTYCZNIE

  • Kolejka Rosenalmbahn Zell am Ziller kursuje w godzinach 09:00 – 17:00, a w lipcu i sierpniu do 17:45.
  • Koszt przejazdu w obie strony dla 2 dorosłych osób + psa to 47 Euro (w roku 2020), parking przy kolejce bezpłatny.
  • Kolejka gondolowa, z niewielkimi wagonikami, na około 6 osób. W praktyce każda rodzinka, lub grupka czeka grzecznie na pusty wagonik.
  • Z górnej stacji kolejki można wybrać się na 2 szczyty – Kreuzjoch 2 558 m i Karspitz 2 264 m. Mimo zgubienia szlaku aż 2 razy, dojście na Karspitz zajęło nam niecałe 2 godziny. Na podstawie informacji z broszurki trochę przestraszyliśmy się wysokości szczytu Kreuzjoch – 2 558 m, ale nie bardzo było czego. Jeżeli wybierzesz szlak przez Legal Alm (na newralgicznym rozwidleniu odbijesz w lewo), aż do Kreuzjoch Alm prowadzi lajtowy szuter. Później szlak odbija na wąskie ścieżki (naliczyliśmy aż 3 z numerem 10, więc pewnie jest kilka wariantów dojścia). Prawie pod szczyt widać zabudowy infrastruktury zimowej, więc nie spodziewałabym się trudnego terenu. Myślę, że Kreuzjoch jest realny do zdobycia w max 3 godziny od kolejki. Wszystko zależy od stopnia żyłowania tempa na szutrze, ja na takich drogach dostaję turbodoładowania w czterech literach i lecę ja F16, żeby jak najszybciej zmordować nielubiane odcinki. Na wąskich ścieżkach wlokę się za to podziwiając każdy listek.
  • Żeby nie zgubić się w drodze na Karspitz należy z kolejki udać się szutrową drogą w lewo, pod drewnianym mostkiem (zdjęcie we wpisie). Po chwili pojawią się szlakówki na Kreuzjoch i Karspitz (droga numer 10). Na słabo oznaczonym rozwidleniu – możesz skręcić w lewo, wtedy dłuższą drogą, cały czas szutrem dojdziesz przez Legal Alm do Kreuzjoch Alm. Możesz też skręcić w prawo i od razu na rozwidleniu do góry. Szlak już po pierwszym zakręcie odbija wąską ścieżką przez łąki (można wypatrzeć oznaczenia na kamieniach i słupkach). Ten wariant jest bardziej stromy, ale znacznie skraca czas. Mimo krowich placków wędrówka po trawie była dla nas o wiele przyjemniejsza, niż szutrem. Mając do dyspozycji te 2 opcje, każdy znajdzie coś dla siebie.
  • Planowana przez nas trasa zakładała pętlę, której jednak nie zrobiliśmy. Jeżeli unikniesz naszych zagwozdek orientacyjnych powinno bez problemu się udać. Po zdobyciu Karspitz należy cofnąć się jakieś 3 minutki do rozejścia na Kreuzwiesenalmhütte, lub wybrać oznaczony na szczycie skrót. Ze schroniska do kolejki sprowadza szlak numer 11. Całość miała mieć zaledwie 11 km, więc mimo, że Karspitz był w pierwszej połowie pętli, powrót dłuższą drogą nie powinien być uciążliwy.
  • Na szlaku na Karspitz nie było ani pół trudności, czy choćby minimum ekspozycji. Nie mówię nawet o sztucznych zabezpieczeniach, które w tak łatwym terenie byłyby niedorzeczne. Przewyższenie też jest stosunkowo niewielkie, więc szlak nadaje się naprawdę na każdy poziom zaawansowania. Widoki nieziemskie. Stosunek włożonego wysiłku do nagrody w postaci pocztówkowych krajobrazów wypada naprawdę dobrze! Dla nas, jeszcze nie do końca zregenerowanych po maratonie poprzedniej doby (klik) ten szlak wszedł idealnie.

Ok, to tyle ode mnie. Rozpisałam się strasznie, ale chciałam jak najlepiej opisać przebieg szlaku. Mam nadzieję, że się przyda!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
×

Like us on Facebook