Zachody słońca nad Balatonem.

W tym roku słońce naprawdę nas rozpieszczało. Nie zabrakło go również nad Balatonem, gdzie spędziliśmy część tegorocznych wakacji. Balaton to piękne jezioro w samym sercu Węgier, a jego południowy brzeg stanowi wprost wymarzone miejsce do podziwiania zachodów słońca. A ja tak lubię wieczory nad wodą, że nie mogłam się powstrzymać przed napisaniem tego wpisu!

Kiedy na wiosnę kupiłam nowy aparat, zaczęłam trochę czytać na temat fotografii. I choć wiem, że fotograf ze mnie żaden, to chciałam przynajmniej trochę mniej psuć zdjęcia. Na początku dowiedziałam się, że jest coś takiego, jak przesłona i migawka, co było dla mnie nie lada odkryciem. Niestety w ich kwestii jestem w dalszym ciągu bardziej teoretykiem, niż praktykiem. A że w moim przypadku teorię od praktyki dzielą lata świetlne, to efekt jest, jaki jest 😛 Na razie wizja sprzedania zdjęcia z rozmytym tłem za grube miliony pozostaje w sferze marzeń…

W końcu przyszedł czas na zgłębienie tematu fotografowania zachodów słońca. Odpaliłam Googla i zaczęłam buszować. Szybko ogarnęłam złote i niebieskie godziny. Złote polubiłam znacznie bardziej!

Uwielbiam to zdjęcie <3

W końcu trafiłam na artykuł w którym autor pisał, że zachód słońca to szczyt kiczu, a większą tandetą jest chyba tylko jeleń na rykowisku. Na koniec porada – żeby uniknąć banalnego kadru, zachody słońca najlepiej pokazać w czerni i bieli. Bullshit! My na takie mądrości mamy, proszę ja Ciebie wydrapane. O!

Robienie tego zdjęcia wywołało na plaży ogólną wesołość 😀

I może polecę teraz tandetnymi fotkami, ale nic nie poradzę, że zachody słońca mnie zachwycają. W dodatku zdjęciem jelenia też bym nie pogardziła, zwłaszcza na rykowisku! I wcale się tego nie wstydzę 🙂

Zachody słońca nad Balatonem czas start!

Mieszkaliśmy w miejscowości Balatonboglár i to tam zrobiłam wszystkie zdjęcia. Naszą ulubioną miejscówką był port, a ulubionym dodatkiem butelka wina. Koniecznie białego!

Mogłam bez końca przesiadywać w porcie i patrzeć, jak słońce zachodzi na przeciwległym brzegu <3

Każdy facet powinien czasem pokazać romantyczne oblicze 😛

Pańcia, zachód, nie zachód, ale jeść przecież trzeba 🙂

Idealnym miejscem do podziwiania zachodów słońca jest też kula widokowa Gömbkilátó. Wstęp za naszą trójkę kosztował jakieś 10 zł. Tyle, że pies na wieży musi być na rękach – niestety podłoga zrobiona jest z kraty. Nasz Mauro ma małe łapki i nie dawał rady chodzić. Ale widoki cudo!

I to tyle na dziś, bo każdy zachód słońca kiedyś się kończy. Dla mnie zawsze za szybko! Stay tunned, będę jeszcze co nieco pisać o Balatonie ☺

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o