Zvolen – kompromisowy szczyt z bezkompromisowym widokiem.

Obolałe mięśnie, ciężka głowa po urodzinowym szampanie, zaledwie kilka godzin, piękna pogoda i ogromna ochota na wycieczkę – tak przedstawiała się nasza sytuacja ostatniego dnia pobytu na Słowacji.

W tak piękny dzień aż się prosi, żeby iść w góry. I w każdy inny ostatni dzień poświęcilibyśmy zakupy, rozpakowywanie, pranie, a nawet kąpiel, byle tylko dłużej korzystać ze słońca. Niestety, Piotrek wieczorem musiał iść do pracy, nie było zmiłuj, trzeba było zadowolić się trasą kompromisową.

Jak jest z kompromisem każdy wie, niby wszystko fajnie, złoty środek, spotkanie w połowie drogi i te sprawy. W praktyce jednak kompromis wygląda tak, że nikt nie jest zadowolony. Tym razem nie było wyjścia i mimo, że nie byłam zachwycona perspektywą wycieczki na jakiś niski, pewnie zalesiony pagórek, to jednak wolałam to, niż oglądanie widoczków przez szybę samochodu.

Początkowo w planach na ostatni dzień był Kľak, niewielki szczyt należący do Małej Fatry Luczańskiej. Niestety nie sprawdziłam dystansu od naszej bazy. Okazało się, że jest to prawie 90 km, w dodatku nijak nie chciało się ono pokrywać z trasą powrotną do Krakowa. Ale miałam plan B – wycieczkę na Zvolen. Nie pamiętałam miejscowości z której mieliśmy startować, ale szybko uwinęliśmy się z mapą. Okazało się, że poza szlakiem z miejscowości Nižná Revúca, który początkowo planowałam, jest też opcja dojścia z miejscowości Donovaly, gdzie mieszkaliśmy.

Szlak zaczyna się w centrum miejscowości, samochód można zostawić na dużym, bezpłatnym parkingu przy browarze i restauracjach. Zgodnie ze szlakowskazem droga czerwonym szlakiem ma  zająć 1,5 godziny – dystans 2,6 km (malutko :() i 449 m przewyższenia.

Mauro i Dino, prekursor psich zaprzęgów w tym regionie.

Szlak początkowo prowadzi asfaltem w dół miejscowości, ale chwilę później odbija na łąkę.  Tak się zasugerowaliśmy przebiegiem ścieżki, że zupełnie nie patrzyliśmy na znaki. W dodatku kawałek przed nami mignęli nam turyści, więc nikomu nie przyszło do głowy, że zeszliśmy ze szlaku. Zorientowaliśmy się dopiero, jak weszliśmy  z powrotem na właściwą drogę 🙂 Ale spokojnie, tu nie da się zgubić, szczyt jest widoczny właściwie od początku, a każda ścieżka prędzej czy później spotka się ze szlakiem.

Nie mogę powiedzieć, żeby wycieczka na tym odcinku była szczególnie porywająca. Niby jest las, są też łąki, ale jakoś niczego nie urywa. Częściej zadzieraliśmy głowy i oglądaliśmy paralotniarzy startujących ze szczytu. W tym miejscu warto wspomnieć, że nie weszli na Zvolen z ciężkim sprzętem pieszo. Jest opcja wjechania wyciągiem prawie pod szczyt. Dolna stacja znajduje się przy głównej drodze, kawałek przed centrum Donovalów (jadąc w stronę Banskiej Bystrzycy).

Wycieczka nabiera innego wymiaru dopiero w miejscu Nová hoľa, rázc. Szlak wychodzi na grzbiet i zaczynają się widoki. Droga na szczyt z tego miejsca powinna zająć 15 minut, ale z doświadczenia wiem, że nie ma takiej opcji. Z tyłu roztacza się piękny widok na Niżne Tatry, gdzieniegdzie widać ośnieżone szczyty Tatr Wysokich. Po prostu nie da się nie oglądać za siebie rzadziej niż raz na sekundę.

Gdzieniegdzie widać Wysokie Tatry <3

Przy szczycie stoi krzyż, dosłownie kawałeczek od krawędzi zbocza, opadającego stromo w kierunku Donovalów. W pierwszej chwili tam właśnie się skierowaliśmy, jednak nie jest to najciekawsze miejsce. Po dojściu na sam szczyt wyłania się cały główny grzbiet Wielkiej Fatry – od Kriznej, aż po Ploskę.

Z widokiem na główny grzbiet Wielkiej Fatry <3
Po lewej charakterystyczny maszt na Kriznej, po prawej najwyższy szczyt pasma – Ostredok 🙂

Zupełnie nie spodziewałam się tego dnia zachwytów, zwłaszcza że Zvolen nie jest jakoś szczególnie sławny w internetach. Jednak ten niepozorny szczyt o wysokości 1402 m n.p.m. daje możliwość spojrzenia na główny (Liptowski) grzbiet Wielkiej Farty, czy Niżne Tatry z zupełnie innej perspektywy. Dopiero na Zvoleniu wszystkie puzzle wskoczyły na miejsce i w głowie otworzyła mi się mapa 3D wszystkich szczytów, o których czytałam i na których byłam.

Panorama od Kriznej, przez Ostredok, Ploskę, Cierny Kamen, aż po Rakytov <3

Na szczycie chwilę się porozglądaliśmy i podeszliśmy obfocić tabliczkę. Nasza wycieczka miała się akurat kończyć, bo planowaliśmy zejść tą samą drogą do auta. Jednak wejście na szczyt poszło nam sporo szybciej, niż zakładane 1,5 godziny, a okolice wyglądały bardzo obiecująco. Okazało się, że ze Zvolenia możemy podejść żółtym szlakiem na Maly Zvolen, o wysokości 1372 m n.p.m. Przejście zajmuje 40 minut, a szlak prowadzi przez piękną, rozległą polanę z obłędnymi widokami. Piotrek trochę kręcił nosem, bo obawiał się powrotu w godzinach szczytu, ale ostatecznie dał się namówić na przedłużenie wycieczki. Pogoda bardzo dopisywała, słońce rozpieszczało, naprawdę nie chciało się wracać na dół.

Ploska po lewej i Cierny Kamen po prawej 🙂

Na szczycie Zvolena panował spory ruch, łatwe dojście od górnej stacji kolejki robi swoje. Kiedy wyszliśmy na polanę zrobiło się znacznie bardziej kameralnie. Droga na Maly Zvolen była jednym z najprzyjemniejszych momentów całego naszego wyjazdu. Szliśmy ścieżką wzdłuż polany, po obu stronach roztaczały się widoki na skąpane w słońcu szczyty, a przeszczęśliwy Mauro szalał z piłeczką. Gdybyśmy mieli więcej czasu, moglibyśmy spędzić na tej polanie pół dnia, leżąc na kłującej, wysuszonej trawie 🙂

Łąka <3

 

Z widoczkiem na Niżne Tatry <3

 

Kiedy doszliśmy na Maly Zvolen siedziała tam tylko jedna rodzina. Chwilę później zostaliśmy zupełnie sami. Rozłożyliśmy się na trawie z herbatą i drugim śniadaniem i podziwialiśmy Niżne Tatry. Zupełnie nieplanowany, schowany gdzieś na uboczu Maly Zvolen bardzo przypadł nam do gustu. Na szczycie zapomnieliśmy o zegarku i powrocie do  domu, co zupełnie nie dziwi, biorąc pod uwagę widoki.

Widok z Malego Zvolena na Wysokie Tarty 🙂

Chłopaki na szczycie <3
Mój mały zdobywca 🙂

W tej okolicy nie ma możliwości zrobienia jakiejś sensownej pętelki, więc musieliśmy wrócić tą samą drogą. Przez polanę szło się bardzo przyjemnie, tak samo jak w drugą stronę. Na zdjęciu poniżej widać górną stację kolejki (po lewej), a po prawej Zvolen. To mniej więcej obrazuje drogę na szczyt od wyciągu. Daleko nie jest 🙂

Schodzimy z Malego Zvolenia <3
Jesień w pełni <3

Mały Hunc na wieeeeelkiej polanie <3

Od szczytu Zvolenia poszło już szybko. W końcu dystans 2,6 km z górki można spokojnie zrobić w pół godzinki. Wracając bardzo pilnowaliśmy szlaku, żeby zobaczyć gdzie zrobiliśmy błąd idąc do góry. W pewnym momencie doszliśmy na skraj lasu, szlak zakręcał  w prawo, ale para turystów poszła prosto. Zaryzykowaliśmy i poszliśmy za nimi, odkrywając tym samym skrót do centrum miasteczka i utwierdzając się w przekonaniu, że wszystkie ścieżki prowadzą na Zvolen.

Absolutnie obowiązkowym przystankiem po wycieczce jest browar. Dobra wiadomość dla kierowców – mają piwo bezalkoholowe. Przez cały pobyt udało nam się spróbować 4 z 6 dostępnych rodzajów piw (2 ostatnie to IPA, więc od razu wiedzieliśmy, że nie są dla nas). Najbardziej podszedł nam Klajmber, ale to kwestia indywidualna, więc warto próbować. Co ciekawe, piwo w litrowych plastikowych butelkach wychodzi drożej, niż 0,5 litra w szklanej. Ceny – 5 – 5,50 Euro za 1l, a i 2,2 Euro za 0,5l.

Muszę przyznać, że Zvolen i Maly Zvolen bardzo pozytywnie nas zaskoczyły. Warto poświęcić im chwilę uwagi. Dosłownie chwilę, bo całość wycieczki z około 40 minutowym odpoczynkiem zamknęliśmy w 4 godzinach z małym haczykiem. Choć spokojnie wycieczkę można rozciągnąć na cały dzień, znaleźć miejscówkę na polanie i rozłożyć się na trawie. Uwielbiam takie wycieczki, kiedy nie spodziewamy się niczego szczególnego, a zupełnym przypadkiem odkrywamy prawdziwą perełkę.

Jeszcze kilka słów o miejscowości Donovaly. Jest to niewielkie miasteczko, nastawione przede wszystkim na narciarzy. Mimo, że sama stacja narciarska należy raczej do niewielkich, to infrastruktura jest naprawdę imponująca. Przy wyciągu jest kilka sporych, wielopiętrowych pensjonatów, a trochę wyżej,  w centrum,  knajpki  i rzemieślniczy browar. Poza sezonem zimowym jest to świetna baza wypadowa na szlaki Wielkiej Farty, a spora ilość wolnych miejsc w pensjonatach, daje gwarancję naprawę przyzwoitych cen (mimo Euro!).

Tak jak wspominałam, oba szczyty można również przejść startując z miejscowości Nižná Revúca. Więcej informacji znajdziesz tutaj. A poniżej mapka naszej trasy. Dystans, jaki zmierzyliśmy to 12,5 km, nie wiem czemu zawsze mamy takie rozbieżności z mapą. Obydwoje mamy w telefonach krokomierz i pomiary dystansu są ze sobą zgodne. Przyjmijmy więc, ze wchodzimy szerzej w zakręty 🙂

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o