Huncwot na gigancie, czyli blog o podróżach z psem

Leniwy weekend na Podlasiu.

Dziś będzie leniwy wpis, bo ostatni wyjazd na Podlasie był chyba najbardziej “slow” w naszej historii. Prognozy pogody nie pozostawiały żadnych wątpliwości, podczas gdy południe Polski miało szykować się na burze, na Podlasiu zapowiadało się bezchmurne niebo. Bez dłuższego zastanowienia postanawiamy przejechać prawie 600 km w poszukiwaniu słońca.

Na Podlasiu byłam ostatnio dawno temu – jakby nie patrzeć ćwierć wieku 😛 Z radością przekopywałam internet w poszukiwaniu idealnego miejsca. Padło na jezioro Serwy, pozostające w cieniu położonego kilkanaście kilometrów dalej, mega turystycznego Augustowa.

Przed wyjazdem w głowie mieliśmy milion planów – co najmniej jeden wschód słońca nad jeziorem i co najmniej jeden zachód. Poza tym jezioro Mikaszewo, spacery po okolicznych rezerwatach – Perkuć i Kuriańskie Bagno, oraz eksplorowanie Puszczy Augustowskiej. Wszystkie plany legły w gruzach gdy dojechaliśmy na miejsce. Pensjonat Serwy 24 oferował wszystko, czego było nam trzeba – duża działka, pomost i miejsce na grilla. Większość czasu spędzaliśmy nad jeziorem – prywatny skrawek trawy, łagodne zejście do wody i pomost idealnie trafiły w gust całej naszej trójki 🙂

Mimo początku czerwca, woda w jeziorze była bardzo ciepła. Pogoda wyklarowała się w tym roku wyjątkowo wcześnie, cały kwiecień było ładnie, a w maju upał rozszalał się na dobre. Trudno się dziwić, że woda się zagrzała i można było się pluskać cały dzień. Oczywiście korzystaliśmy 🙂

Poza leniuchowaniem nie przemęczaliśmy się szczególnie. Poszliśmy na cały jeden wieczorny spacer po okolicy 🙂

Wybraliśmy się też do rezerwatu Perkuć, ale do niego nie dotarliśmy. Jadąc w kierunku Mikaszówki skręciliśmy w szutrową drogę przy kierunkowskazie na Śluzę Paniewo.

Przejechaliśmy śluzę i po kilkuset metrach porządną szutrową drogą dotarliśmy do jeziora Paniewo, gdzie postanowiliśmy zaparkować. Jezioro Paniewo jest przepiękne, jednak mimo położenia pośrodku lasu, jest też bardzo popularne. Byliśmy tam wieczorem, a mimo to na plaży było sporo osób, a z kempingu dochodziły dźwięki ostrego techno. W każdej ustronnej zatoczce szykowało się ognisko. My od razu weszliśmy do lasu w poszukiwaniu naszego rezerwatu. Po przejściu jakiś 200 m zawróciliśmy. Mimo wylania na siebie tony środka owadobójczego, komary chciały zjeść nas żywcem. Mauro też był spryskany, a mimo to komar ugryzł go pod okiem. Na szczęście po godzinie opuchlizna zeszła i nie było już śladu. Wróciliśmy nad jezioro, posiedzieliśmy kwadrans i zebraliśmy się z powrotem.

Liczyliśmy na odpoczynek z dala od tłumów i to się udało. Jedynym minusem była spora grupa z Białegostoku, która wynajęła domek po to, żeby imprezować. Gospodarze, mimo wielu prób, nie dali rady zapanować nad gromadą, która z 6 osób rozrastała się nawet do 20. Jednak po ich wyjeździe zarzekali się, że przemyślą przyjmowanie grup i dawanie im możliwości odwiedzin gości bez noclegów. Poza tym, nie mieliśmy żadnych zarzutów – nocleg 45 zł od osoby i 10 zł za Mauro. Pokoje odnowione i czyste. Prywatna łazienka w każdym pokoju i wspólny aneks kuchenny, całkiem nieźle wyposażony. My jesteśmy zachwyceni! A co na to Mauro? Zobaczcie sami jak wystawiał pychol na słońce 🙂

To tyle na dziś. To co, szykujecie już psy i wyruszacie na Podlasie? My chętnie byśmy tam wrócili 😀

8
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
6 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
WiolkaKasia HartungAlaMałgorzata Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Małgorzata
Gość
Małgorzata

Piękne zdjęcia , nigdy tam nie byłam trzeba będzie nadrobić

Kasia Hartung
Gość
Kasia Hartung

Dużo podróżujemy, ale przyznaję, że Podlesia nie znam :/ Czas nadrobić 🙂

×

Like us on Facebook