Huncwot na gigancie, czyli blog o podróżach z psem

Heukuppe – najwyższy na Raxie.

 

W drugi dzień pobytu na Raxie obudziło nas (o jakiejś 7 rano) ostre słońce wpadające do pokoju. Osoba która wybrała białe zasłony do okien wychodzących na wschód powinna dostać Oscara.

No ale skoro już nas to słońce obudziło, to trzeba było zacząć dzień. Ledwie żywa zwlekłam zwłoki Mauruśka na spacer. Mamy taki okaz psa, który rano najlepiej śpi. Każda próba wyciągnięcia go na pole prosto z łóżka kończy się stękaniem, ziewaniem i wielką manifestacją niezadowolenia.

Rozruchowy spacerek był też sprawdzianem mojego stanu po pierwszej wycieczce. O dziwno nie było źle. Nawet całkiem na luzie zeszłam ze schodów. Kto miał solidne zakwasy po górach ten wie, jaki to trudny temat…

Z kolei Piotrek, który wycieczkę na Jakobskogel zniósł lepiej niż ja, jęczał wniebogłosy.

Co robić?

Wybór trasy zawsze pada na mnie. Postanowiłam iść na ciosem i spróbować wdrapać się na najwyższy szczyt Rax’u – Heukuppe. Wysokość jak na Alpejskie standardy nie robi szczególnego wrażenia.  Heukuppe  ma całe 2 007 m npm i jest jedynym na Raxie dwutysięcznikiem.

Poza nim w grupie Rax – Schneeberg wyższy jest tylko Klosterwappen (w masywie Schneebergu) o wysokości 2 076 m npm. No muszę zaspoilerować trochę i napisać, że na nim też byliśmy… Ale wpis zostawię sobie na deser.

PREINER GSCHEID – SIEBENBRUNNENWIESE

Nasz szlak zaczyna się na ogromnym bezpłatnym parkingu Preiner Gscheid na wysokości 1 070 m. Do pokonania mamy więc 937 m przewyższenia.

Schronisko przy Preiner Gscheid.

Wybieramy szlak o nazwie Schlangenweg (wężowy), który wije się przez kotlinę Sieben-Brunnen-Kessel, stąd też wywodzi się jego nazwa. Można też natknąć się na informację, że w upalne dni widuje się na nim żmije zygzakowate. To mnie  trochę zmroziło. Na szczęście żadnej nie spotkaliśmy.

Szlak Schlangenweg będzie nas prowadził aż do schroniska Karl-Ludwig Haus, a droga do niego zgodnie ze szlakowskazem powinna nam zająć 2 godziny. Stamtąd na szczyt zostaje ostatnia prosta, jakieś pół godziny.

Kierujemy się na Karl-Ludwig Haus.
Schemat szlaków – wrzucam, choć ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Nie namierzyliśmy większości z tych ścieżek.

Wycieczka zaczyna się od razu z grubej rury. Nie ma chwili na spokojniejszy rozruch czy rozchodzenie zakwasów, nic z tych rzeczy. Od początku jest bardzo stromo i jeszcze w dodatku szlak prowadzi otwartym terenem. Piotrek wkurzył się tak, że aż mu para poszła z uszu. Od razu wyrwałam do przodu, żeby nie słyszeć marudzenia, ale taż dać mu szansę ochłonąć.

Ten odcinek powinniśmy iść godzinę, ale wydaje mi się, że trochę na nim urwaliśmy. Pamiętam, że jak zobaczyłam na tabliczce informację o godzinie drogi do Karl-Ludwig Haus byłam serio zdziwiona.

Maurusiek przy rozwidleniu Siebenbrunnenwiese.

Na rozwidleniu możemy wybrać też inny kierunek – na Waxriegelhaus. Tam zaczyna się szlak Göbl-Kühn-Steig, prowadzący do schroniska Neue Seehütte (jakieś 1,5 godziny od Waxriegelhaus). Znajdujący się przy nim węzeł szlaków daje właściwie nieograniczone możliwości eksploracji Raxu.

Widok na Waxriegelhaus z naszego szlaku.

SIEBENBRUNNENWIESE – KARL LUDWIG HAUS

W międzyczasie Piotrek w miarę pozbierał się do kupy i w dalszą drogę ruszyliśmy już razem. Jakoś w euforii wycieczki nie strzeliłam focha o ten jego kiepski początek, więc nawet zamieniliśmy słowo. Przeszliśmy przez łąkę, potem na jakieś 200 m weszliśmy do cienia i znów szlak wyprowadził nas na otwarty teren. Dobrze, że mimo dość wysokiej temperatury wiał przyjemny wiaterek, bo dzięki temu w miarę fajnie nam się szło. Wyobrażam sobie, że przy upale i stojącym powietrzu można na tym szlaku dokonać żywota.

ALE!

Otwarty teren ma też swoje plusy, bo w miarę zdobywania wysokości otwierają się przed nami coraz bardziej oszałamiające widoki. Schlangenweg jest naprawdę mega widowiskowy. I bardzo urozmaicony. Dawno tak fajnie się nie bawiłam, mimo dość forsownego podejścia.

Wchodzimy w najciekawszy etap!

Chłopaki odpoczywają w cieniu.

No HEJ 🙂
Człapię 🙂
Jedyna ławeczka i zarazem jedyny punk na złapanie oddechu na odcinku prowadzącym zakosami.

Na całym szlaku nie ma żadnych trudności technicznych. Od rozwidlenia aż do schroniska prowadzi wąska, kamienista ścieżka wijąca się zakosami. I to też jest super, bo nie ma dzięki temu jakiejś morderczej stromizny. Pod koniec podejścia pojawia się rozwidlenie, na którym można wybrać dwa szlaki do Karl-Ludwig Haus. W prawo odbija dłuższy, ale łagodniejszy, a prosto do góry krótszy, ale za to bardziej stromy. My na całym pustym Raxie akurat w tym miejscu trafiliśmy na wycieczkę młodzieży i po prostu nie chcieliśmy się z nimi przepychać na wąskim szlaku. Dlatego wybraliśmy dłuższy wariant.

Odbijamy w prawo, na bardziej lajtowy szlak.
Zostawiamy za sobą wycieczkę nastolatków.

Po jakiś 3 minutach marszu doszliśmy do rozwidlenia szlaku na wysokości  1 750 m. Stąd zostaje 10 minut do Karl-Ludwig Haus i godzina do szczytu Heukuppe. I to się nam nie zgadzało, bo od schroniska do szczytu według mojej karteczki miało być pół godziny. I realnie wydaje mi się, że moja karteczka miała rację. W tym miejscu po raz pierwszy widzimy też cel naszej wycieczki.

Nasz cel!

KARL-LUDWIG HAUS – HEUKUPPE

Droga do schroniska finalnie zajęła nam trochę dłużej niż zakładane 2 godziny. Straciliśmy rozpęd na odcinku z widokami. Ale naprawdę nie trzymaliśmy tempa i szliśmy spokojnie całą drogę. Mauro dołożył jeszcze swoją cegiełkę zrzucając kilka razy piłkę ze zbocza. Dlatego w schronisku zdecydowaliśmy się na dłuższy postój. Piotrek znalazł stolik w cieniu a ja poszłam zamówić piwo. I wyobraź sobie, że musiałam pokazać zaświadczenie o szczepieniu. Mimo, że wybraliśmy stolik na zewnątrz!

Po dość długim popasie zebraliśmy się wreszcie do ataku szczytowego. I to jest a-pso-lutnie najpiękniejszy odcinek szlaku. Zielony, sielski i mega widokowy.

W dodatku znaleźliśmy jeszcze całkiem spory płat śniegu, który Mauro przyjął z ogromnym entuzjazmem.

Po długim tarzaniu i ganianiu po śniegu została nam już ostatnia prosta. Przez dłuższy czas myśleliśmy, że ten mały budyneczek wyznacza szczyt Heukuppe. Jednak potem zobaczyliśmy, że kawałek dalej usypany jest kopiec z kamieni. Uznaliśmy, że to jest prawdziwy wierzchołek i to właśnie tam udaliśmy się szczytować.

Myśleliśmy, że to jest szczyt, ale nie 🙁

Ostatnia prosta.

HEUKUPPE 2 007 M NPM Z PSEM

Już miałam napisać, że Heukuppe to nasz najniższy zdobyty dwutysięcznik, ale przypomniałam sobie, że był jeszcze Golz (2 004 m). No nic, Heukuppe nie jest może najniższym dwutysięcznikiem, ale z pewnością jest jednym z najpiękniejszych na jakich kiedykolwiek byłam. Serio uwielbiam taki klimat. Dla mnie sielska zieleń i bezkresna przestrzeń bije na głowę wszystko. Może dlatego kocham Wielką Fatrę bardziej niż Dolomity? W każdym razie Heukuppe wpisuje się idealnie w to co najbardziej lubimy. Łagodne zbocza, piękne widoki i miękka trawa na której można siedzieć bez końca i chłonąć otaczającą nas przyrodę.

No i jest!
Odpoczywamy <3 Na trzecim planie Schneeberg.
Mauro kontempluje widoczki 😀

W oddali Schneeberg – jest najwyższy w okolicy, więc widać go z całego Raxu.

HEUKUPPE – KARL LUDWIG HAUS – PREINER GSCHEID

Co tu dużo opowiadać, po długaśnym odpoczynku zaczęliśmy powoli zbierać się do powrotu. Zeszliśmy tak samo jak wchodziliśmy, jedynie na Schlangenweg kombinowaliśmy jakieś udeptane skróty, żeby nie tracić czasu na niezliczonych zakosach. Aparat schowałam przy Karl-Ludwig Haus, wcześniej nie mogłam sobie odmówić jeszcze kliku fotek.

PRAKTYCZNIE

  • Wycieczka zaczyna się na bezpłatnym (stan na 2021) parkingu Preiner Gschied.
  • Od miejsca startu do schroniska Karl-Ludwig Haus trzeba liczyć około 2 godzin samego marszu. Stamtąd znaki pokazują 45 minut na szczyt. Żeby zdobyć Heukuppe trzeba więc liczyć około 3 godzin. Z odpoczynkami wyjdzie pewnie trochę więcej. Dystansowo myślę, że pokonaliśmy około 12-14 km (tam i z powrotem of course).
  • Szlak nie jest trudny technicznie, zero włażenia na czworakach, czy ekspozycji, nic z tych rzeczy. Przewyższenie też rozkłada się w miarę humanitarnie. Jednak przeszło 900 m różnicy wzniesień robi swoje, więc nie można powiedzieć, żeby wycieczka była lajtowa.
  • Cała trasa prowadzi otwartym terenem. Jest bardzo mało miejsc, gdzie można się schować w cieniu. Dlatego zabierz zapas wody, krem z filtrem i czapeczkę z daszkiem. I jeśli się da, nie idź tam w upał.
  • Oznakowania na trasie są ok, my tylko w jednym miejscu nie wiedzieliśmy jak iść i musieliśmy dopytać. Schemat szlaków który zamieściłam o góry wpisu nijak się ma do rzeczywistości. W sumie nie przeszkadzało nam to dopóki nie doszliśmy do nieoznakowanego rozwidlenia. Czerwone znaki widzieliśmy i po lewej i po prawej stronie. Patrząc na schemat myśleliśmy, że mamy skręcić w prawo, a tymczasem było dokładnie odwrotnie. Jedyne co mogę doradzić to wypatrywanie słupów wysokiego napięcia – widać je na kilku zdjęciach. To właśnie tam znajduje się Karl-Ludwig Haus.

Dla mnie była to z pewnością jedna z najpiękniejszych, o ile nie najpiękniejsza wycieczka. I naprawdę baaaardzo ją polecam.

Uffff, dzisiaj wyjątkowo dużo tekstu i zdjęć. Kto dotarł to tego miejsca – gratuluję! I dziękuję 🙂 Na koniec jeszcze raz mój ulubiony widoczek.

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
AlaWiolkaS Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
WiolkaS
Gość
WiolkaS

Piękny szlak Alu ,zazdrościmy z Leo i pozdrawiamy serdecznie.

×

Like us on Facebook