Huncwot na gigancie, czyli blog o podróżach z psem

Płaskowyż Rax – Jakobskogel na początek.

 

O płaskowyżu Rax usłyszałam gdzieś przypadkowo. Nie pamiętam nawet gdzie i kiedy. Pamiętam jednak, że od tego momentu wiedziałam na bank, że kiedyś tam pojadę.

Z naszymi marzeniami jest tak, że niektóre realizujemy migusiem, a te mniej pilne zostawiamy na bliżej nieokreśloną przyszłość. I tak właśnie było z płaskowyżem Rax, a właściwie z całą Alpejską grupą Rax- Schneeberg. Gdzieś tam był plan, ale raczej mglisty i niekonkretny. Na realizację przyszło nam (i Raxowi) czekać aż do tegorocznych wakacji.

Grupa Rax- Schneeberg nie jest szczególnie popularna w internetach, więc dość ciężko było mi ogarnąć trasy na ten wyjazd. Nawet niezawodna strona outdooractive.com nie bardzo się sprawdziła. Jechałam średnio przygotowana, licząc że na miejscu jakoś to będzie. O naszych trasowych perypetiach, jednym  sporym “fakapie”, ale i genialnych chwilach będę opowiadać w kolejnych wpisach. Bo to zdecydowanie był wyjazd wzlotów, upadków i całej gamy różnych, nie tylko „instagramowych” emocji.

Na zapoznanie z płaskowyżem Rax wybraliśmy szczyt Jakobskogel o wysokości 1 736 m npm. Miał być mega prosty i zupełnie niekłopotliwy. I faktycznie taki by był, gdyby nie to, że wybraliśmy się na niego po pobudce o 3 nad ranem i 7 godzinach w samochodzie na dokładkę…

START – parking pod hotelem Knappenhof

Szlak zaczyna się w miejscowości Edlach, ale przez godzinę prowadzi totalnie bezsensownym asfaltem, więc dla zmotoryzowanych zdecydowanie polecamy podjechać na leśny mini-parking pod hotelem Knappenhof (nawigacja Google ma to miejsce w bazie, więc nie ma problemów z trafieniem).

Zdjęcie zrobiłam po wycieczce, stąd takie światło.

Auto zostawiamy poniżej hotelu (wjazd tylko dla gości), gdzie nie ma żadnych oznaczeń. Pierwszą tabliczkę znaleźliśmy dopiero po przejściu przez cały teren hotelu, na samej górze.

Na wejście wybieramy znakowany na czerwono szlak Törlweg i kierujemy się na Otto Haus. To schronisko zaraz pod szczytem. Spod schroniska zostaje ostatni kwadransik z małą różnicą wzniesień. Na zdobycie szczytu trzeba więc liczyć około 2,5 godziny samego marszu.

Idziemy za czerwonymi znakami. Wrócimy niebieskimi.

HOTEL KNAPPENOF – OTTO HAUS

Początek szlaku to szeroka, leśna droga z nieszczególnym nachyleniem. Standardowy odcinek  na rozruch, bez widoków. Na takich ścieżkach zazwyczaj czekamy żeby jak najszybciej wejść do lasu i zacząć konkretne podejście.

Na widok podejścia przed nami może się zrobić słabo…

Później szlak faktycznie odbija w las i prowadzi nim bardzo długo. I choć podłoże i roślinność bardzo się na trasie zmieniają, to pod koniec zaczynamy trochę o tym podejściu myśleć w kategoriach „never ending story”.  Póki co jednak połykamy kolejne odcinki super oznakowanej ścieżki.

I chłoniemy zieleń.

Sielsko!

Pańcio, co się guzdrasz???

Właściwie jedynym urozmaiceniem na dość długiej i szczerze – monotonnej trasie jest źródełko Lammelbrünnl. Nie zatrzymywaliśmy się przy nim na dłużej, ale ochłodziliśmy się i ochlapaliśmy Mauruśka. Mimo, że temperatura tego dnia nie była szczególnie wysoka i pojawiało się też sporo chmurek, to nachylenie ścieżki wystarczy, żeby porządnie się rozgrzać.

Za źródełkiem znów to samo – las i stromizna. Na trasie nie ma żadnych trudności technicznych, ale do pokonania mamy 850 m przewyższenia. I to właśnie różnica wzniesień na dystansie niecałych 5 km, najbardziej daje w kość. Całe szczęście las daje cień i nawet z mocnym słońcem nad głową super się idzie.

Cały szlak jest mega zielony,  chwilami mieliśmy wrażenie, że ta zieleń aż odbija się w powietrzu. Nawet momentami jak przyświeciło słońce nie wychodziły nam fotki – jakby aparat nie mógł złapać ostrości.

A pod koniec zaczynają się  nawet widoczki.

Pierwsze widoczki, na razie nieśmiałe.

Gramolimy się 🙂
Chłopaki odpoczywają, a ja jak zwykle próbuję ich dogonić.

Moja ulubiona fotka z podejścia!

Już prawie koniec, ostatnia prosta. I coraz mniej drzew.

Z całej wycieczki najlepiej pamiętam moment, kiedy wynurzyliśmy się z lasu i naszym oczom ukazało się słynne OKNO, a zaraz za nim Otto Haus. Aż krzyknęłam z wrażenia.

I z ulgi, że to pierońskie podejście wreszcie się kończy.

Ale z wrażenia przede wszystkim, bo to był ten pierwszy moment, kiedy zobaczyliśmy Rax na żywo.

Słynne okno, a za nim Otto Haus.
Jeszcze rozpraszający widok przed oknem.

Dla Mauro to była pesteczka. A ja mam kolejne zdjęcie dokumentujące moją grację…
No i tyle. Okno pokonane!

Przejście okna nie przysparza żadnych trudności, a za nim zostaje najłatwiejszy odcinek trasy. Ostatnia prosta do schroniska prowadzi przez łąkę.

Ostatnia prosta przez łąkę.

Najgorsze za nami. Przed nami piwko 🙂

OTTO HAUS – JAKOBSKOGEL

Mimo, że przeszliśmy niecałe 5 km bardzo potrzebowaliśmy przerwy. Pogoda była przyjemna, więc usiedliśmy na tarasie i zamówiliśmy piwko. Nigdzie się nie spieszyliśmy. Do szczytu zostało według znaków 20 minut, ale mi z perspektywy czasu wydaje się mniej. Albo ta końcówka była już tak nieznacząca po trudach podejścia do schroniska, że wyleciała mi z głowy. W każdym razie do pokonania jest niecałe 100 m przewyższenia.

W tym miejscu przypomniałam sobie, że płaskowyż Rax wraz z rodziną bardzo często odwiedzał Zygmunt Freud. I czasem mówi się o Raxie jako o miejscu narodzin psychoanalizy. Także w pakiecie mamy wędrówkę śladami Fredua.

Jedyna fota z mega krótkiego podejścia na szczyt. W tle widać Schneeberg.
TaDammmmm!

JAKOBSKOGEL 1 736 M NPM

Co tu dużo pisać, widoki mówią same za siebie. Jakobskogel, mimo, że nie najwyższy jak na Alpejskie standardy oferuje piękną panoramę na wszystkie strony świata. Widać przede wszyskim Rax, ale też sąsiedni Schneeberg, a w dole Semmering.

Cudnie jest.

Szczyt jest też super na dłuższy odpoczynek. Nie ma przepaści, tylko łagodne zbocza, a poza tym trochę kamyków i trawki do przycupnięcia. Dokładnie tak, jak lubimy.

Noooooo, zasiedzieliśmy się trochę.

Standardowa głupawka na szycie. Na odreagowanie trudów podejścia.
Widok na najwyższy w okolicy Schneeberg.

Widok na dalszą część Raxu.

JAKOBSKOGEL – OTTO HAUS – GÓRNA STACJA KOLEJKI RAX SEILBAHN

Ta wycieczka daje możliwość zatoczenia pętli do miejsca startu. I choć umierałam ze zmęczenia i miałam ochotę wracać tą samą drogą (jest trochę krótsza), to Piotrek jakoś przekonał mnie do realizacji całego planu. Żeby dokończyć wycieczkę najpierw zeszliśmy do Otto Haus (tak samo jak wchodziliśmy). Tym razem już bez przystanków skierowaliśmy się za czerwonymi znakami do górnej stacji kolejki Rax Seilbahn. Stamtąd odbija niebieski szlak Gsolhirnsteig, który sprowadza prosto do auta. Wszystko jest oznakowane, także no worries.

Ze schroniska Otto Haus do górnej stacji kolejki idzie się jakieś 20 minut po szerokiej, prawie płaskiej drodze. Pogoda trochę zaczęła nam się chmurzyć, a poza tym byłam już lekko sfatygowana, więc powoli zbierałam się do schowania aparatu.

Na drugim planie widać już górną stację kolejki Rax Seilbahn.

GÓRNA STACJA KOLEJKI RAX SEILBAHN – PARKING POD KNAPPENHOFF

Spod górnej stacji kolejki zostaje 3,5 km do auta. Kierujemy się za niebieskimi znakami. Ścieżka prawie od razu nurkuje w las i prowadzi nim do końca. Nie robiłam zdjęć, bo ani nie miałam na to sił, ani też nie było to nic szczególnie nowego. Ścieżka jest miejscami bardzo wąska, a ruchome kamyczki potrafią dać w kość. Jednak technicznie jest równie łatwa jak Törlweg. Zeszliśmy bez problemów technicznych i orientacyjnych.

Za niebieskimi znakami schodzimy prosto pod Knappenhof.

JAK INACZEJ

W tym miejscu muszę wspomnieć o innych opcjach dotarcia na szczyt:

  • Pierwsze co przychodzi do głowy, to odwrócenie naszej pętli. I tu muszę jednak napisać, że nie polecam tego rozwiązania. Po przejściu całej pętli wydaje mi się, że przyjemniejszy na wejście jest Törlweg.
  • Zdecydowanie najłatwiejszą opcją zdobycia szczytu jest skorzystanie z kolejki. Zaoszczędzimy sobie sporo przewyższenia, ale też poważnie opróżnimy kieszenie. Jak to w Austrii, kolejka jest bardzo droga. My tę opcję wykorzystaliśmy innego dnia, kiedy nie chciało nam się pokonywać dużych przewyższeń, a mieliśmy ochotę pobuszować już na wyżynach. Także parę praktycznych informacji o kolejce znajdziesz poniżej. Przy tej opcji mamy do przejścia – od górnej stacji do Otto Haus – 30-40 minut czerwonym szlakiem + końcóweczka 20 minut na Jakobskogel. Całość wycieczki z obiadem w schronisku, lub przy górnej stacji można zamknąć w 3 godzinach.

PRAKTYCZNIE

  • Pod hotelem Knappenhof znajduje się dziki leśny parking, który spokojnie pomieści kilka aut. Jak na leśny parking przystało jest on też bezpłatny.
  • Aby z parkingu dojść do początku szlaku należy wejść na teren hotelu i iść cały czas do góry za drogą. Znaki pojawią się na samym końcu zabudowań.
  • Kolejka Rax Seilbahn kosztuje – za osobę dorosłą (góra i dół) 29,50 Euro, za psa 8,50 Euro (koniecznie kaganiec!). Aktualny cennik znajdziesz >tutaj<. Ale UWAGA! My za bilet zapłaciliśmy 26,50 Euro, czyli Pan policzył nam ulgowy – należący się seniorom, lub członkom klubów Alpejskich. Także trzeba się ładnie uśmiechać i pytać jak Panu/Pani przy kasie mija dzień. Ja zawsze poświęcam kilka minut na takie pogawędki i serio często zdarzają nam się takie miłe niespodzianki.
  • Kolejka kursuje od 08:00 do 17:30 co pół godziny, zaczynając od równych. Ważne – podczas kupowania biletu Pan w okienku musi zabukować nam konkretną godzinę zjazdu. Nam Pan zarezerwował ostatni zjazd, a na górnej stacji byśmy już o 16:30. No i niestety nie dało się tego zmienić, bo wagonik był pełny. Pojechaliśmy dopiero o 17:00 (i tak lepiej, że nie 17:30). To nam się nie podobało, bo naprawdę trudno jest przewidzieć godzinę powrotu, zwłaszcza w górach.
  • Pamiętaj o zabraniu kagańca dla psa. Pierwszy raz zdarzyło się, że ktoś aż tak nas pilnował. Jak nie zabierzesz swojego, to przy wejściu wiszą kagańce do wypożyczenia. No ale hmmm – ja bym nie chciała fundować Mauruśkowi kagańca, który nie wiadomo kiedy uświadczył czyszczenia.
  • Całość wycieczki to łatwe i z perspektywy czasu bezproblemowe 12 km, które zajęło nam około 6 godzin. Fakt, że na szlaku umierałam, był spowodowany niewyspaniem i zasiedzeniem w aucie. Piotrek był w sosie kwaśno – kwaśnym, ale nie zawodził tak jak ja. Mauto jak zwykle przeszedł na luzie. Gdybyśmy ten szlak wybrali na inny dzień i startowali wypoczęci, cała trójka przeleciałaby go jak F16 🙂
  • Obie ścieżki – zarówno Törlweg, jak i Gsolhirnsteig są bardzo dobrze oznaczone. Dodatkowo przy górnej stacji kolejki i schronisku są jeszcze mapki. Także na tej wycieczce nie można narzekać. Na innych mieliśmy trochę zagwozdek, ale na to przyjdzie czas.

To co, fajny ten Rax, nie?

Selfie z widokiem na Schneeberg musi być!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
×

Like us on Facebook